Książkowe Zacisze
Witaj na blogu drogi czytelniku. Jeżeli jesteś tu nowy, to chcielibyśmy żebyś został z nami na dłużej.

dowiedz się więcej

ŻONA LOTNIKA. KOBIETA, KTÓRA PODBIŁA NIEBO

3
Pełna blasków i cieni historia Anne Lindbergh, żony słynnego lotnika Charlesa Lindbergha. Opowieść o silnej, inteligentnej kobiecie, która jako pierwsza Amerykanka uzyskała licencję pilota. Biografia potulnej żony, załamanej matki, nieśmiałej dziewczyny, wciągniętej do świata pozorów i osaczającej sławy.
Tematyka: lotnictwo; życie u boku bohatera narodowego; sława; miłość; macierzyństwo; rodzina; tragedia; radzenie sobie ze stratą; wybaczanie; kobieca siła
Fabuła: średnio wciągająca; chwilami monotonna; wartościowa
Brutalne sceny: raczej brak
Sceny erotyczne: brak
Wulgaryzmy: raczej brak
Ryzyko występowania łez: brak
Czy warto mieć ją na półce: raczej nie
Marzył mi się spacer w chmurach: lekka, kierowana podmuchem wiatru podróż, w towarzystwie prawdziwych miłośników nieba, rozkołysana opowieść o życiu pośród chmur i uczuciu, które pozwoli pobujać odrobinę w obłokach.
Wsiadłam więc do samolotu Lindberghów, bo któż inny, jeśli nie słynna para lotników, mógłby spełnić moje marzenie?
Zapięłam pasy i rozsiadłam się wygodnie, pełna wielkich oczekiwań.
Na początku lot przebiegał pomyślnie, choć nie tak niebiańsko, jak zakładałam. Nieoczekiwanie jednak, pojawiły się turbulencje, nasilające się z każdą kolejną stroną tak bardzo, aż w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, w co ja się najlepszego wpakowałam. Trudny charakter Charlesa Lindbergha, jego władczość i prawdziwe oblicze, nagle, zaczęły brutalnie ściągać nasz samolot ku ziemi.
Poczułam się tym wszystkim tak przytłoczona, że mniej więcej w połowie lotu, odłożyłam książkę, nie mogąc się zmusić do dalszego czytania. Odczuwałam wielkie rozgoryczenie i byłam bardzo zawiedziona historią, która przecież miała być czymś niesamowitym.
A jednak, mimo wszystko, nie potrafiłam zapomnieć, że choć ja wysiadłam, to w samolocie została jeszcze Ona - żona lotnika. Kobieta, żyjąca w cieniu bohatera, zmuszona do znoszenia jego humorów i konsekwencji jego sławy. Dziewczyna, wybrana przez mężczyznę, którego kochał cały świat, nieświadoma tego, że za tę miłość, przyjdzie jej zapłacić przerażająco wysoką cenę. Anne, która wielokrotnie musiała iść na kompromis, żyła pod dyktando męża, wychowywała dzieci i zajmowała się domem, czekając na jego powrót.
I chociaż Charles tak bardzo mnie irytował, to w końcu "Żona lotnika" nie została napisana z myślą o nim, lecz o wyjątkowo silnej kobiecie, która z pewnością zasługiwała, by doprowadzić jej historię do końca. Dlatego właśnie wróciłam do książki i nie żałuję, że zaryzykowałam.

" Żona lotnika" to historia, którą napisało samo życie i chyba dlatego przytłoczyła mnie jej brutalna szczerość. Opowieść o Lindberghach była mi przedtem zupełnie obca i ciężko było mi uwierzyć, jak wiele bólu oraz cierpienia przyniosła im sława. Ta książka to kubeł zimnej wody dla tych, którzy zakładają, że życie w blasku fleszy jest lekkie, łatwe i wiecznie usłane różami. Lindberghowie, a szczególnie Charles, zostali podniesieni do rangi bogów, a mimo to los potraktował ich, jak zwykłych śmiertelników, a może nawet surowiej.
"Żona lotnika" to ukłon w stronę Anne Lindbergh, tak bardzo niedocenianej, ginącej w cieniu męża-bohatera kobiety, która przecież także podbiła niebo. Ta historia jest z jednej strony piękna i mądra, a z drugiej przerażająco okrutna i przynosząca zwątpienie. Myślę, że warto poznać tę opowieść właśnie z tego punktu widzenia, ponieważ bardzo dobrze ukazuje kulisy sławy, konsekwencje medialnej nagonki i przede wszystkim siłę, drzemiącą w Anne Lindbergh.

Największy problem mam z samym stylem autorki, który delikatnie mówiąc mnie nie porwał. W moim odczuciu, powieść nie odzwierciedla w pełni emocji towarzyszących bohaterom, choć z drugiej strony, może właśnie tak powściągliwie musieli żyć Lindberghowie…
Końcówka książki pozwoliła mi spojrzeć na całość trochę przychylniejszym okiem, ale nie mogę zapomnieć o tym, jak ciężko było mi chwilami zmusić się do dalszego czytania.

"Żonie lotnika" nie udało się zabrać mnie w niebiańską podróż, jednak jest to zdecydowanie biografia wyższych lotów, do przeczytania na spokojnie i do głębszego przemyślenia.


Ocena Pauliny: 6/10
Paulina

MIASTECZKO DARKMORD

0
Miasteczko Darkmord to miejsce pełne potworów i tajemnic, od którego wszyscy trzymają się z daleka. Finn nie ma jednak wyboru. Jego przeznaczeniem jest zostać Łowcą Legend i obronić miasteczko przed potworami.
Czy masz na tyle odwagi, by pomóc Finnowi w jego misji i przeżyć niezapomnianą przygodę?
Miasteczko Darkmord zaprasza.
Ale UWAGA!
Wchodzisz na własną odpowiedzialność!
Tematyka: potwory; ważna misja; duże wymagania rodziców; odmienność; przyjaźń; tajemnice
Fabuła: lekka; zabawna; prosta
Brutalne sceny: raczej brak
Sceny erotyczne: brak
Wulgaryzmy: brak
Ryzyko występowania łez: brak
Czy warto mieć ją na półce: tak, jeżeli niestraszne Ci książki dla młodszych czytelników
Posłaniec "Miasteczka Darkmord" zapukał do moich drzwi, machnął mi przed nosem mrocznym zaproszeniem, a na odchodne powiedział tylko: Wpadaj. Chyba, że się boisz? Przez moment nawet się zawahałam, bo co niby miałabym robić w towarzystwie dwunastoletniego chłopca i zgrai podejrzanych stworów?
Ale chwileczkę, czy to całe Darkmord właśnie zasugerowało, że jestem tchórzem? Ja, która żadnej książki się nie boję, miałabym się obawiać jakiegoś małego miasteczka oraz jego potworków?
Niedoczekanie!
Wysłałam szybką odpowiedź z potwierdzeniem, że będę na pewno.
A potem zgarnęłam koc, zakładkę i kubek herbaty, a wychodząc zawołałam tylko: Mamo, wracam za trzy dni!
I mniej więcej, tak właśnie trafiłam do tego miejsca. No, może jednak mniej niż więcej...
"Miasteczko Darkmord" kusi swoją czarną urodą i jaskrawozielonym wdziękiem, od pierwszego wejrzenia. Gdy tylko uchyliłam jego bramy, okazało się, że wnętrze skrywa całkiem pokaźną galerię intrygujących ilustracji. Cała ta oprawa graficzna zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i skłoniła do natychmiastowego zabrania się za czytanie.

Przyznaję się bez bicia, że podeszłam do tej książki ostrożnie, obawiając się nieco tego, co może z niej wyskoczyć. Moje obawy okazały się na szczęście niepotrzebne, bo zamiast potwornej nudy, wyskoczyła z niej całkiem fajna historia o Łowcy Legend, który Łowcą Legend wcale być nie chciał.
Finn to dwunastolatek, którego życie kręci się wokół ciągłych treningów i uganiania się za dziwnymi stworami, przybywającymi do Darkmord z innego wymiaru. Na pierwszy rzut oka widać, że chłopiec nie został stworzony do bycia pogromcą zła, ale jego tata, legendarny Łowca, jakoś tego nie dostrzega i wierzy, że syn kiedyś obejmie jego stanowisko. Finn nie ma łatwego życia: jest pośmiewiskiem w szkole, przez treningi z tatą nie ma czasu na przyjaciół, a całe miasteczko patrzy na jego rodzinę bardziej, jak na winowajców niż superbohaterów. Gdy nieoczekiwanie nowa uczennica wydaje się być, jako jedyna, naprawdę zafascynowana misją Finna, wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, a chłopiec musi rozwikłać bardzo zagadkową przepowiednię...
Pierwszy wniosek: "Miasteczko Darkmord" to książka dla młodszego czytelnika.
Drugi wniosek: większe dziecko też może się przy niej dobrze bawić.

Ja należę już do tych większych czytelników, dlatego nie mogę powiedzieć, że jestem nią zachwycona, ale mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że, jak na historię dla dzieci, bardzo mi się podobała. Fabuła jest prosta, lekka i pełna akcji. Dla młodszego odbiorcy będzie to z pewnością świetna przygoda, natomiast na starszych może podziałać odmładzająco. Książka jest fajna, a do tego wartościowa, ponieważ porusza kwestie takie jak wyróżnienie się na tle innych, czy duże oczekiwania rodziców.
Zwykle do dobrych książek dołącza się ostrzeżenie w stylu nie czytaj, jeśli masz dużo do zrobienia, bo wciąga. Do tej dołączyłabym raczej karteczkę z napisem: idealna, gdy masz dużo do zrobienia, bo dzięki krótkim rozdziałom, możesz ją czytać w przerwach, bez większych konsekwencji.
Krótko mówiąc: wciąga, ale nie za głęboko.

Nie miałam pod ręką młodszego czytelnika, z którym mogłabym przetestować tę książkę, więc musiałam korzystać z intuicji mojego wewnętrznego dziecka, które jest usatysfakcjonowane lekturą.
Myślę, że dla rówieśników Finna "Miasteczko Darkmord" będzie strzałem w dziesiątkę, a dla moich i starszych - miłą odskocznią od codziennych trosk i źródłem dobrej zabawy. Nie żałuję, że przeczytałam, a jeśli ukarze się kontynuacja, to pewnie o niej tutaj usłyszycie.

Jeżeli się nie boicie, a mama pozwoli Wam odwiedzić "Miasteczko Darkmord", poproście o drobne na bilet do świata Finna, a po wrzucenie książki do koszyka na stronie znak.com.pl, skorzystajcie z 33% rabatu, wpisując kod Darkmord (zaoszczędzone pieniądze wydajcie na głupoty :D).
Jeżeli czujecie się za starzy na potworne polowania, może uszczęśliwicie jakiegoś młodszego czytelnika i dacie mu szansę oderwania się na moment od komputerów, internetów i innych tabletów? ;)

Ocena Pauliny: 6,5/10
Paulina

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon

W NASZYM DOMU

3
Życie z zespołem Aspergera nie jest łatwe, nie tylko dla cierpiącego na tę chorobę Jacoba, ale i dla jego rodziny. Chłopak nie radzi sobie zbyt dobrze w kontaktach z ludźmi, jednak ma doskonały zmysł detektywistyczny. Nietypowa pasja Jacoba w połączeniu z jego chorobą i tajemniczym zaginięciem młodej kobiety, nieoczekiwanie wpędza go w wielkie kłopoty.  

Tematyka: zespół Aspergera; życie rodzinne; problemy; pasja; samotność; miłość; wsparcie; morderstwo; tajemnice
Fabuła: wciągająca; intrygująca; daje do myślenia
Brutalne sceny: występują
Sceny erotyczne: brak
Wulgaryzmy: nieliczne
Ryzyko występowania łez: brak
Czy warto mieć ją na półce: tak

Emocje po przeczytaniu „Linii życia” jeszcze nie zdążyły opaść, a ja już poczułam, że chcę więcej. Więcej takich historii, które są pewnego rodzaju lekcją życia i więcej takich bohaterów, którzy, choć superbohaterami nie są, to jednak potrafią zmienić świat na lepszy.
I w związku z tym, witam Was dziś „W naszym domu”.
Okładka niby niepozorna i malownicza, a w środku rodzinny dramat z zagadką kryminalną. Tym razem Jodi Picoult przedstawia historię chłopca cierpiącego na zespół Aspergera, młodego geniusza,  zafascynowanego kryminalistyką. Niecodzienna pasja Jacoba i zamiłowanie do odtwarzania scen zbrodni, początkowo wydają się tylko nieszkodliwą zabawą, jednak zniknięcie jego instruktorki umiejętności społecznych, sprawia, że nawet najbliższa rodzina chłopaka, zaczyna mieć wątpliwości, czy niewinna fascynacja nie przerodziła się nagle w przerażającą obsesję.
Książka dostarcza wielu szczegółowych informacji, dotyczących autyzmu i zespołu Aspergera. Dzięki przedstawieniu historii z różnych punktów widzenia, czytelnik ma szansę przyjrzeć się tej chorobie oczami osoby nią dotkniętej, a także bliższego i dalszego jej otoczenia. Bardzo lubię ustalony przez autorkę schemat kilku narratorów, bo pozwala spojrzeć na jedną sprawę z wielu perspektyw i dzięki temu jest jeszcze ciekawiej.
Znowu się powtarzam, ale Jodi Picoult ma niesamowity talent do tworzenia bohaterów i w zwykłych, prostych ludziach, potrafi dostrzec niezwykłe cechy. Nie dość, że są bardzo barwni i różnorodni, to na dodatek nie da się ich nie lubić, a czytając ma się wrażanie, jakby znało się te postacie przez całe życie. Mocno wkręciłam się w nietuzinkową codzienność rodziny Huntów, polubiłam kolorowe dni tygodnia i ciężko było mi się rozstać z sympatycznym panem adwokatem. Specyficzne zachowanie Jacoba i jego niecodzienne postrzeganie rzeczywistości, dały mi sporo do myślenia i teraz zupełnie inaczej patrzę na osoby z autyzmem, który dotychczas był dla mnie tylko dziwną, niezrozumiałą chorobą.
Zagadka kryminalna od początku mnie zaciekawiła i chociaż obstawiałam wiele różnych scenariuszy, to nie wpadłam na takie zakończenie, jakie zafundowała autorka. Do ostatniej chwili nie byłam pewna, kto jest winny i na taki finał nie byłam przygotowana. Zagadka została rozwiązana, ale przyznam szczerze, że zabrakło mi tu takiego konkretnego epilogu, mówiącego o tym, co dalej.
„W naszym domu” to książka bardzo mądra, bardzo życiowa i bardzo wciągająca.
Mamy tu wszystko, od miłości aż po morderstwo, więc na monotonię narzekać nie można. Mój apetyt na powieści Jodi Picoult rośnie wraz z przeczytaniem każdej kolejnej i z każdą kolejną historią, uwielbiam tę autorkę jeszcze bardziej, dlatego kolejny raz polecam wszystkim serdecznie jej książki!

„Kto musi się starać, żeby być normalny,
zazwyczaj jest nienormalny.”

Ocena Pauliny: 8,5/10

Paulina