Książkowe Zacisze
Witaj na blogu drogi czytelniku. Jeżeli jesteś tu nowy, to chcielibyśmy żebyś został z nami na dłużej.

dowiedz się więcej

TRYLOGIA KLĄTWY

15

LISTOCENZJA z rodziny magicznych #nierecenzji się wywodzi, choć niczym kot, własnymi ścieżkami chodzi. Rządzi się własnymi prawami, nie przejmując się powtórzeniami. Niekiedy interpunkcję olewa - opisuje, jak czuje, nie tak, jak trzeba. Jest zlepkiem myśli, spostrzeżeń, zachwytów, pocztówką z podróży do książkowych bytów.
Historia jej powstania prosta, mało znana: twórczością pierwszej Czarownicy zainspirowana. Z drugiej Czarownicy zaklęcia zrodzona; trzeciej Czarownicy w pełni poświęcona.
Czasem brak jej sensu, czasem trochę smęci; czasem zauroczy, niekiedy zniechęci.
Popada chwilami ze skrajności w skrajność, więc czytasz Przybyszu na własną odpowiedzialność! :)
"PARABATAI to przyjaciel, który wybrał sobie Ciebie na swojego najlepszego przyjaciela, który uczynił waszą przyjaźń czymś trwałym. Taki ktoś na pewno Cię lubi i z pewnością nigdy nie będzie chciał przestać się z Tobą przyjaźnić." ( Parabatajka = spolszczony Parabatai)

W dzisiejszej listocenzji o trylogii...
  • fantastyczno-trollowo-miłosno-wciągającej
  • wolnej od wulgaryzmów
  • erotycznie ubogiej
  • chwilami wyraziście brutalnej
  • przy której ryzykujesz uronieniem łzy
  • bez której Twoja domowa biblioteczka jakoś da sobie radę
  • w skali gwiazdkowej: 7/10

Droga Parabatajko,
oficjalnie ogłaszam nastanie ery listocenzji w naszym Książkowym Zaciszu (leć po szampana!).  Z dniem dzisiejszym porzucam banalne recenzje na rzecz natchnionych listów do mojej zwariowanej, parabatajskiej muzy (tak, mówię o Tobie).
Wiem, że czujesz już na karku oddech zbliżającego się nieubłaganie egzaminu dojrzałości, którego imienia, zaczynającego się na 'M', nie można wypowiadać i być może przeraża Cię nieco perspektywa życia po nim, więc pomyślałam, że teraz wyjątkowo przyda Ci się cotygodniowa dawka mojej twórczości (jeżeli uważasz inaczej, to zachowaj milczenie). Od teraz będę dla Ciebie pichcić niepoprawne politycznie listy, przepełnione opowieściami o tym, po jakich książkowych światach, ostatnio szlajała się moja zepsuta wyobraźnia (w skrócie listocenzje).
A Ty masz jedynie usiąść wygodnie (bo mój talent może Cię zwalić z nóg), z kieliszkiem herbaty, czy czegoś w ręce (bo nie wiem, czy zniesiesz to "na sucho") i dać się ponieść magii tysiąca i jednej literki, które zatrudniłam do opisania moich fascynujących przemyśleń.
Bedzie co z tego, czy nie bedzie? - oto jest pytanie.
Ale mam jednak cichą nadzieję, że odnajdziesz przyjemność w czytaniu wytworów mej wyobraźni, uśmiechniesz się czasem na myśl o mojej nieuleczalnej głupocie i może poczujesz się sprowokowana, by napisać listocenzję do mnie?  
A może nawet, poza nami, skorzysta na tym jakaś ofiara trzecia?
Pożyjemy, zobaczymy!

Dziś przedstawię Ci historię, którą wyśpiewała mi pewna Pieśniarka. Będzie to opowieść o pewnym porwaniu, pewnym polowaniu na wiedźmę i pewnej Czarownicy, która wręczyła mi zaklęcie na listocenzję. Historia ta, ukryta pod mroczną nazwą Trylogia klątwy miała trzy zwrotki, a pierwsza z nich zaczęła się mniej niż więcej tak...
Dawno, dawno temu, w cieniu Samotnej Góry, żyły sobie trolle.
Władały potężną magią, która odpowiednio pokierowana, mogła zdziałać wiele dobrego, dla nich i dla żyjących w pobliżu ludzi. Jednak trolle nie chciały się dzielić władzą. Nasyciły swe moce mrokiem i ogłosiły się panami świata. Sądziły, że są niepokonane.
Aż pewnego dnia, pewien ważny troll, oślepiony blaskiem złota i swej władzy, zapomniał, jak potężna potrafi być nienawiść... a może miłość?  Zapomniał, że nie należy igrać z czarownicą, a już pod żadnym pozorem, nie wolno łamać jej zaczarowanego serca.
Lecz zrobił to, czy tego chciał, czy nie. A z krwawiącego serca popłynęła żądza zemsty, która pogrzebała wspaniałe miasto pod gruzami. Na odchodne czarownica rzuciła na trolle klątwę, zamykając je w złotej klatce, odcinając od prawdziwego słońca, zamieniając ich byt w smutną legendę...
Legendę o okrutnych trollach porwał wiatr i poniósł ją ku ludzkim wioskom.
Spomiędzy skał wymyła ją rwąca rzeka i spłynęła z nią ku ludzkim miastom.
Ziarenka trollowej historii, przysypała ziemia i z ziarenek wyrosły małe, zniekształcone legendy, które babcie zebrały dla swoich wnuków.
I tak, legenda o złych trollach przetrwała stulecia, ale mijające lata, sprawiły, że stała się tylko lichą bajką dla dzieci...
Dopiero ona, mała Pieśniarka z Jastrzębiej Kotliny, po wielu stuleciach, odnalazła prawdę o świecie trolli. A właściwie to świat trolli odnalazł ją i brutalnie porwał, by osadzić na tronie i doprowadzić do dopełnienia się tajemnej przepowiedni. Cecile de Troyes została siłą wydana za trollowego księcia Tristana i złączona z nim prawdziwą magią krwi.
Ach, co to był za ślub!
Z pewnością nikt nie płakał ze szczęścia.
Ale nadzieja na wolność była dla trolli silniejsza nawet, niż wstręt do ludzi, więc ukoronowali Pieśniarkę i ogłosili ją swą księżniczką. I tak, Cecile de Troyes, utknęła w złotej klatce wśród nieprzychylnego, ale liczącego na nią ludu. Wiedziała, że musi uciec i pragnęła wrócić do domu najbardziej na świecie, lecz nagle... coś się zmieniło. Rozejrzała się dokoła i w mieście zła zaczęła dostrzegać dobro. I jej serce zabiło mocniej, gdy pewnego dnia,stojąc w szklanym ogrodzie  i snując smutną pieśń, dostrzegła, że on też tam jest. Skryty za krzakiem szklanej róży, stał i słuchał. Poczuła, że złota klatka nagle zrobiła się, jakby mniej ciasna niż na początku, a na jej twarzy, znów zagościł uśmiech. Choć nie na długo...
Nie powiem Ci, jak zakończyła się pierwsza zwrotka, ale wiedz, że druga była o Łowczyni, która skryta w cieniu sławy, postanowiła odnaleźć słynną czarownicę.
Po uroczym pierwszym akcie o Pieśniarce, drugi wypadł nieco blado, bo Łowczyni musiała przywdziać wiele masek, by wytropić wiedźmę, tak, że chwilami trudno było poznać dziewczynę pod nimi skrytą. Trochę długie były wersy pieśni, trochę przytłoczyła ją teatralna otoczka, lecz, na szczęście, zza kulis wciąż słychać było słodko-gorzką muzykę złotego miasta, która nie pozwalała zapomnieć, o co toczy się gra.
Zakończenie zwrotki zagłuszył huk, jakby coś nagle runęło.
I wnet rozpoczęła się zwrotka trzecia. Ostatnia...
Powiały chłodem wersy i rozpętała się krwawa śnieżyca.  Zasłuchałam się w pieśni przepełnionej miłością, stworzonej w rytmie przyjaźni, smutku, straty. Huragan emocji odciął mnie od świata i ani się obejrzałam, jak głosy ucichły.
Łzy zamarzły i dla niektórych zamarzła ostatnia nadzieja. Lecz zakończenie, choć nie najweselsze, sprawiło, że się uśmiechnęłam, bo rzadko kto ma odwagę kończyć pieśń, tak smutną i jednocześnie pełną radości nutą...
I to właśnie wtedy, a może stało się to już znacznie wcześniej, ale dopiero w tamtej chwili w pełni zrozumiałam ich sens, usłyszałam te słowa:
"Piękno można stworzyć, a wiedzę zdobyć, ale talentu nie da się kupić, ani nauczyć.
A ty masz talent, moja droga."

I tak pewna waleczna Czarownica podarowała mi zaklęcie na listocenzję, które pod wpływem innej, zdolnej Czarownicy, postanowiłam wypróbować, z myślą o Tobie, moja mała, walnięta Czarownico.
Taka to właśnie historia, trochę zmyślona i trochę prawdziwa, trochę wesoła i trochę smutna.
Pobyt w świecie trolli uważam za udany i choć nie znalazłam w nim książkowego męża, to nawiązałam kilka wspaniałych przyjaźni i z pewnością ta podróż, na długo zostanie w mojej pamięci.
Może słowa Czarownicy nie były skierowane do mnie, może zmieniłam kilka wersów pieśni, ale, jeśli mimo to, zapragniesz osobiście jej wysłuchać, to masz moje błogosławieństwo i wyrobioną parabatajską kartę w mojej biblioteczce.
"Spytałaś, co jest lepsze, koniec czy nadzieja...
Sądzę, że nadzieja jest lepsza."


Twoja P.

ZAKAZANE ŻYCZENIE

10
ONA jest potężnym dżinnem.
ON złodziejem z ulicy.
Połączyła ICH pradawna magia.
Wrócili by spełnić TWOJE zakazane życzenie.
Tematyka: magia; dżinny, miłość; przyjaźń; walka o władzę; poświęcenie; zakazane uczucie
Fabuła: lekka; magiczna; wciągająca
Brutalne sceny: występują
Sceny erotyczne: raczej brak
Wulgaryzmy: brak
Ryzyko występowania łez: brak
Czy warto mieć ją na półce: tak

„Czas to najpotężniejsza magia ze wszystkich.”
„Czas pochłania wszystko, płynie własnym tempem jak wydmy pustyni, nikogo nie pytając o zdanie, pożera cywilizacje, wymazuje z map krainy i miasta, zaciera wspomnienie i pustoszy pamięć. Wszystko prędzej czy później przemienia w pył.”
Tysiąc i jedną noc czekałam na dzień, w którym odzyskam wolność, choć na krótką chwilę. Wolność od codziennych trosk, wolność od stosu problemów, wolność od uciekającego czasu. Na dzień, w którym magia stara jak świat, znów ożyje, uwalniając mnie z ciasnej lampy dorosłości…
Tysiąc i jeden raz słońce musiało zajść, a potem ponownie znaleźć siłę, by wstać, nim nadszedł ten dzień. Tysiąc i jedną milę stron musiałam przebyć, poznać tysiąc i jedną historię, z tysiąc i jednym bohaterem nawiązać więź, by doczekać tego dnia. Tysiąc i jeden uśmiech, tysiąc i jedna wylana łza, aż wreszcie ktoś pomyślał, tak samo jak ja, że tylko prawdziwa baśń jest w stanie spełnić zakazane życzenie o powrocie do dzieciństwa.
Pewna kobieta- dżinn, mocą swojej wyobraźni, wskrzesiła historię, którą kochało, kocha i teraz z pewnością na nowo kochać będzie tysiąc i jedno dziecko, wychowane na baśniach Disneya. Jessica Khoury tworząc "Zakazane życzenie", jakby na nowo stworzyła dzieciństwo dla tysiąca i jednego dorosłego, który w natłoku codziennych spraw, zapomniał już jak to jest, cieszyć się ze znalezienia starej lampy.
Kobieta ta swoim piórem, przyrządziła dla nas opowieść tysiąca i jednego smaku, która choć dobrze znana, nie przypomina odgrzewanego kotleta, czy pomidorowej z rosołu z wczoraj. Jessica Khoury zaprasza nas, nieco większe dzieciaki, na zupełnie świeżą, lekko odmienioną, barwną baśń, z kobietą-dżinnem i księciem złodziei w rolach głównych.

Moje zakazane życzenie, by przechytrzyć czas i choć na moment wrócić do beztroskiej magii dzieciństwa, zostało spełnione. Zahra i Aladyn przypomnieli mi starych przyjaciół ze szklanego ekranu, których twarze lekko już zatarły się w mojej pamięci. Ogromnie polubiłam inteligentnego dżinna w kobiecej postaci i błyskotliwego chłopca, dla których miłość okazała się cenniejsza, niż wszystkie materialne i niematerialne bogactwa tego, i tamtego świata.

Tysiąc i jedno uczucie towarzyszyło mi podczas wyprawy w głąb tej zachwycającej historii. Tysiąc i jeden raz rozbawiła mnie wizja kobiecego gangu, tysiąc i jeden uśmiech zagościł na mojej twarzy, gdy Aladyn nazywał swego dżinna ‘Dymkiem’,  tysiąc i jedną chwilę poświęciłam zachwycaniu się baśniowością tej opowieści.
"Zakazane życzenie" pachnie pragnieniem wolności, otumania potrzebą zemsty, szantażuje cennikiem marzeń i uwodzi miłością silniejszą niż moc tysiąca i jednego dżinna. Jessica Khoury nie daje chwili wytchnienia, zagęszcza akcję z każdą stroną, więzi czytelnika w butelce emocji, a na koniec wystawia rachunek za wszystkie spełnione życzenia.

Tysiąc i jedno słowo nie wystarczy, by opisać piękno, czar i urok tej niesamowitej historii miłosnej. Tysiąc i jeden ukłon kieruję w stronę autorki, za stworzenie tak magicznej i porywającej baśni dla wyrośniętych czytelników, która oderwała mnie na moment od szarej codzienności.
Jeżeli tak jak ja, marzycie o powrocie do przeszłości, sięgnijcie po to małe dzieło sztuki i uszczęśliwcie swoje wewnętrzne dziecko. Bo w świecie, gdzie w złotych lampach, zamiast dżinnów, mieszkają energooszczędne żarówki, moc spełniania zakazanego życzenia, przeszła w ręce tych właśnie, skamuflowanych dżinnów, władających piórem i wyobraźnią.

„Jeśli nie starczy ci wolności by kochać, to nie masz jej wcale.”

Ocena Pauliny: 8,5/10

Paulina

FIRSTLIFE. PIERWSZE ŻYCIE

2

W świecie Ten, pierwsze życie to dopiero wstęp do wielkiego istnienia, które czeka człowieka po śmierci. Każdy, kto osiągnął pełnoletniość, musi zdecydować, z którą frakcją związać swoje drugie życie: świetlistą Trojką, czy potężną Miriadą?
Tenley nie wie jeszcze, gdzie chce trafić po śmierci, ale okazuje się, że obie frakcje od dawna się nią interesują. Trojka i Miriada wysyłają wysłanników, by przeciągną Tenley  na swoją stronę i zasilić frakcję mocą dziewczyny. Ale nawet dla dwóch przystojniaków, zwerbowanie Ten, okazuje się niełatwym zadaniem…  
Tematyka: podział społeczeństwa; życie po śmierci; drugie życie; konflikty; przyjaźń; miłość; misja; walka o dusze; utrata bliskich; trudne wybory
Fabuła: lekka; młodzieżowa; wciągająca; nieco zamotana
Brutalne sceny: dużo
Sceny erotyczne: raczej brak; sporo podtekstów
Wulgaryzmy: brak
Ryzyko występowania łez: brak
Czy warto mieć ją na półce: raczej nie

„Wolę, żebyś była moim szczęśliwym wrogiem niż smutnym przyjacielem.”

Wielokrotnie miałam przyjemność, niekiedy wątpliwą, kroczyć umysłem i wzrokiem po dystopijnych stepach, więc wiem, jak trudno znaleźć w tej schematycznej dżungli coś oryginalnego. Kiedy stale napotkasz na swej drodze epidemie, rozpacz czy władców-rzeźników, stopniowo zaczynasz uodparniać się na płacz wdów i smutne spojrzenia sierot, a z każdej kolejnej podróży, do zdegradowanych światów, przywozisz coraz większe słoiki irytacji.
Mimo sporej kolekcji takich słoików, nadal kocham historie o podzielonych społeczeństwach, walczących z systemem i chętnie odwiedzam każdy nowo otwarty, dystopijny przybytek.
Z mojej ostatniej wyprawy, oprócz małego słoiczka irytacji, przywiozłam, ku własnemu zaskoczeniu, wiadro dobrego dowcipu i banana na twarzy!

Niczego nieświadoma, otworzyłam "Firstlife. Pierwsze życie" i BUM! Na powitanie zostałam zdzielona trojkańsko-miriadzkim humorem i połaskotana pozytywnie głupawymi żarcikami.
Szok i niedowierzanie! W końcu książka, która zaskakuje i pachnie świeżością od pierwszych stron. Muszę przyznać, że Gena Showalter zapunktowała, aranżując moje spotkanie z główną bohaterką w lokalnym wariatkowie oraz przedstawiając mi ją, jako zdrowo stukniętą ofiarę rodziny i systemu.
Polubiłam Ten, liczbową maniaczkę, choć na przyjaźń z pewnością jeszcze za wcześnie. Spodobało mi się wprowadzenie do gry męskich przedstawicieli Trojki i Miriady, którzy mieli ją zwerbować i na pierwszy rzut oka wydało mi się, że "Firstlife" będzie czymś Genialnym, przez duże G. I było tak przez całkiem sporo stron, aż tu nagle, coś jakby powiedziało autorce: już czas popsuć humor tej naiwnej istocie, która zwierzyła ci skrawek swojego pierwszego życia. A autorka, niestety, posłuchała tego głosu...
Przekombinowała. I to porządnie.
Wszystko szło dobrze, humor tryskał z każdego rozdziału, akcja nie zwalniała nawet na moment, panowie werbowali, jak mogli, a mimo to… zaczęłam gubić wątek. Czytam, czytam i w pewnej chwili zadałam sobie pytanie: czy ta historia ma jeszcze jakikolwiek sens?
Nie ukrywam – zwątpiłam. Zalała mnie tak wielka fala akcji, że aż mój mózg przestał ogarniać, co się dzieje. Do tego główna bohaterka, pod wpływem męskiej obecności, dostała małpiego rozumu i zaczęła trochę przypominać pustą, stereotypową nastolatkę. A jakby tego było mało, panowie zaczęli walczyć o stanowisko samca alfa, czym również mnie denerwowali. Szczerze powiedziawszy, autorka jakoś niespecjalnie przyłożyła się do wykreowania tych męskich postaci i chwilami miałam problem z odróżnieniem, niby kontrastowych panów. Co dziwne, ani Archer, ani Killian mnie w sobie nie rozkochali, przez co czuję niedosyt, bo zwykle znajduję swojego faworyta w pojedynku miłosnym.
Zresztą, jak tak głębiej się nad tym zastanawiam, to mam wrażenie, że z kreacją świata autorka też nie poszalała, bo te wszystkie zasady Trojki i Miriady po pewnym czasie zaczęły mi się mieszać, przez co trochę się pogubiłam.
Miałam wrażenie jakby to wszystko żarło, żarło, narobił nadziei i zaczęło zdychać. Myślałam, że trzeba będzie spisać książkę na straty, mimo świetnego, pierwszego wrażenia, ale Gena Showalter, pod koniec, przystąpiła do reanimacji i... udało się! Końcówka naprostowała ścieżki bohaterów, rozjaśniła mi w głowie i sprawiła, że bardzo chcę poznać dalsze losy Ten.
"Firstlife" może nie spełniło moich oczekiwań w stu procentach, ale mimo wszystko nie odczuwam, że zmarnowałam przy nim życie. Urzekła mnie młodzieńcza głupawka, wymieszana ze zwariowanym humorem, której opary, towarzyszyły mi nawet w tych słabszych momentach historii.
Sądzę, że piętą Achillesa książki, okazali się niedoszlifowani bohaterowie i nieco zamotany wątek miłosny. Powieść jest bardzo lekka i zabawna, ale chwilami brakowało mi jednak większego uziemienia i konkretnego celu w tym wszystkim.
"Firstlife. Pierwsze życie" to zdecydowanie pozycja dla młodzieży i to takiej, bardzo wyluzowanej. Nie brak tu podtekstów i przyczernianego humoru, wzruszyć się raczej nie można, chociaż końcówka odrobinę zmiękczyła moje wymagające serce. Nie rozkłada na łopatki, lecz przyjemnie odpręża. Ostatecznie autorce udało się mnie zwerbować i już dziś deklaruję gotowość powrotu do świata Ten, w kolejnej części.
„Czasem można dać człowiekowi drugą szansę. Ale czasem nie powinno się tego robić.”


Ocena Pauliny: 6,5/10
Paulina



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Harper Collins.

Logo Harper Collins