Książkowe Zacisze
Witaj na blogu drogi czytelniku. Jeżeli jesteś tu nowy, to chcielibyśmy żebyś został z nami na dłużej.

FIRSTLIFE. PIERWSZE ŻYCIE


W świecie Ten, pierwsze życie to dopiero wstęp do wielkiego istnienia, które czeka człowieka po śmierci. Każdy, kto osiągnął pełnoletniość, musi zdecydować, z którą frakcją związać swoje drugie życie: świetlistą Trojką, czy potężną Miriadą?
Tenley nie wie jeszcze, gdzie chce trafić po śmierci, ale okazuje się, że obie frakcje od dawna się nią interesują. Trojka i Miriada wysyłają wysłanników, by przeciągną Tenley  na swoją stronę i zasilić frakcję mocą dziewczyny. Ale nawet dla dwóch przystojniaków, zwerbowanie Ten, okazuje się niełatwym zadaniem…  
Tematyka: podział społeczeństwa; życie po śmierci; drugie życie; konflikty; przyjaźń; miłość; misja; walka o dusze; utrata bliskich; trudne wybory
Fabuła: lekka; młodzieżowa; wciągająca; nieco zamotana
Brutalne sceny: dużo
Sceny erotyczne: raczej brak; sporo podtekstów
Wulgaryzmy: brak
Ryzyko występowania łez: brak
Czy warto mieć ją na półce: raczej nie

„Wolę, żebyś była moim szczęśliwym wrogiem niż smutnym przyjacielem.”

Wielokrotnie miałam przyjemność, niekiedy wątpliwą, kroczyć umysłem i wzrokiem po dystopijnych stepach, więc wiem, jak trudno znaleźć w tej schematycznej dżungli coś oryginalnego. Kiedy stale napotkasz na swej drodze epidemie, rozpacz czy władców-rzeźników, stopniowo zaczynasz uodparniać się na płacz wdów i smutne spojrzenia sierot, a z każdej kolejnej podróży, do zdegradowanych światów, przywozisz coraz większe słoiki irytacji.
Mimo sporej kolekcji takich słoików, nadal kocham historie o podzielonych społeczeństwach, walczących z systemem i chętnie odwiedzam każdy nowo otwarty, dystopijny przybytek.
Z mojej ostatniej wyprawy, oprócz małego słoiczka irytacji, przywiozłam, ku własnemu zaskoczeniu, wiadro dobrego dowcipu i banana na twarzy!

Niczego nieświadoma, otworzyłam "Firstlife. Pierwsze życie" i BUM! Na powitanie zostałam zdzielona trojkańsko-miriadzkim humorem i połaskotana pozytywnie głupawymi żarcikami.
Szok i niedowierzanie! W końcu książka, która zaskakuje i pachnie świeżością od pierwszych stron. Muszę przyznać, że Gena Showalter zapunktowała, aranżując moje spotkanie z główną bohaterką w lokalnym wariatkowie oraz przedstawiając mi ją, jako zdrowo stukniętą ofiarę rodziny i systemu.
Polubiłam Ten, liczbową maniaczkę, choć na przyjaźń z pewnością jeszcze za wcześnie. Spodobało mi się wprowadzenie do gry męskich przedstawicieli Trojki i Miriady, którzy mieli ją zwerbować i na pierwszy rzut oka wydało mi się, że "Firstlife" będzie czymś Genialnym, przez duże G. I było tak przez całkiem sporo stron, aż tu nagle, coś jakby powiedziało autorce: już czas popsuć humor tej naiwnej istocie, która zwierzyła ci skrawek swojego pierwszego życia. A autorka, niestety, posłuchała tego głosu...
Przekombinowała. I to porządnie.
Wszystko szło dobrze, humor tryskał z każdego rozdziału, akcja nie zwalniała nawet na moment, panowie werbowali, jak mogli, a mimo to… zaczęłam gubić wątek. Czytam, czytam i w pewnej chwili zadałam sobie pytanie: czy ta historia ma jeszcze jakikolwiek sens?
Nie ukrywam – zwątpiłam. Zalała mnie tak wielka fala akcji, że aż mój mózg przestał ogarniać, co się dzieje. Do tego główna bohaterka, pod wpływem męskiej obecności, dostała małpiego rozumu i zaczęła trochę przypominać pustą, stereotypową nastolatkę. A jakby tego było mało, panowie zaczęli walczyć o stanowisko samca alfa, czym również mnie denerwowali. Szczerze powiedziawszy, autorka jakoś niespecjalnie przyłożyła się do wykreowania tych męskich postaci i chwilami miałam problem z odróżnieniem, niby kontrastowych panów. Co dziwne, ani Archer, ani Killian mnie w sobie nie rozkochali, przez co czuję niedosyt, bo zwykle znajduję swojego faworyta w pojedynku miłosnym.
Zresztą, jak tak głębiej się nad tym zastanawiam, to mam wrażenie, że z kreacją świata autorka też nie poszalała, bo te wszystkie zasady Trojki i Miriady po pewnym czasie zaczęły mi się mieszać, przez co trochę się pogubiłam.
Miałam wrażenie jakby to wszystko żarło, żarło, narobił nadziei i zaczęło zdychać. Myślałam, że trzeba będzie spisać książkę na straty, mimo świetnego, pierwszego wrażenia, ale Gena Showalter, pod koniec, przystąpiła do reanimacji i... udało się! Końcówka naprostowała ścieżki bohaterów, rozjaśniła mi w głowie i sprawiła, że bardzo chcę poznać dalsze losy Ten.
"Firstlife" może nie spełniło moich oczekiwań w stu procentach, ale mimo wszystko nie odczuwam, że zmarnowałam przy nim życie. Urzekła mnie młodzieńcza głupawka, wymieszana ze zwariowanym humorem, której opary, towarzyszyły mi nawet w tych słabszych momentach historii.
Sądzę, że piętą Achillesa książki, okazali się niedoszlifowani bohaterowie i nieco zamotany wątek miłosny. Powieść jest bardzo lekka i zabawna, ale chwilami brakowało mi jednak większego uziemienia i konkretnego celu w tym wszystkim.
"Firstlife. Pierwsze życie" to zdecydowanie pozycja dla młodzieży i to takiej, bardzo wyluzowanej. Nie brak tu podtekstów i przyczernianego humoru, wzruszyć się raczej nie można, chociaż końcówka odrobinę zmiękczyła moje wymagające serce. Nie rozkłada na łopatki, lecz przyjemnie odpręża. Ostatecznie autorce udało się mnie zwerbować i już dziś deklaruję gotowość powrotu do świata Ten, w kolejnej części.
„Czasem można dać człowiekowi drugą szansę. Ale czasem nie powinno się tego robić.”


Ocena Pauliny: 6,5/10
Paulina



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Harper Collins.

Logo Harper Collins

2 komentarze:

  1. Chyba się nie skuszę, jakoś nie jestem do niej przekonana :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też oczekiwałam po niej więcej, ale po kontynuację pewnie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń