Książkowe Zacisze
Witaj na blogu drogi czytelniku. Jeżeli jesteś tu nowy, to chcielibyśmy żebyś został z nami na dłużej.

ZIELONA MILA

Ameryka lat 30.
W więzieniu Cold Mountain skazani na śmierć oczekują na egzekucję. Paul Edgecombe, pilnujący więźniów strażnik, w swojej karierze widział już wiele czarnych charakterów, ale pojawienie się Johna Coffeya budzi jego wątpliwości. Czy czarnoskóry olbrzym, z wiecznie załzawionymi oczami, na pewno jest sprawcą brutalnego morderstwa? Kim tak naprawdę jest John Coffey – diabłem czy może Bogiem?
Tematyka: cela śmierci; życie więźnia; zbrodnia; niewinność; cuda; trudne decyzje; przyjaźń; okrucieństwo; nienawiść; śmierć
Fabuła: ciekawa; intrygująca; poruszająca; wciągająca
Brutalne sceny: występują
Sceny erotyczne: brak
Wulgaryzmy: występują
Ryzyko występowania łez: średnie
Czy warto mieć ją na półce: tak!
Nareszcie mogę z dumą powiedzieć: tak, czytałam Kinga! Co prawda trochę to trwało, zanim odważyłam się dołączyć do wyznawców tego autora, ale lepiej późno niż wcale.  
„Zielona mila” to bardzo znany tytuł i nawet jeśli ktoś nie miał okazji czytać książki, prawdopodobnie kojarzy film. Przez te wszystkie lata wielokrotnie miałam możliwość obejrzenia ekranizacji, ale jakoś tak wyszło, że nigdy tego nie zrobiłam. Ubzdurałam sobie, że to nie dla mnie i żyłam nie wiedząc, jak wiele tracę.
Dopiero niedawno dojrzałam do decyzji, by kupić „Zieloną milę” i wreszcie sprawdzić, o co chodzi z tą historią. Książka oczywiście odleżała swoje na półce, bo trochę obawiałam się, że twórczość Kinga okaże się dla mnie za ciężka, ale jesień przyniosła mi wreszcie natchnienie do jej przeczytania.
Okazało się, że moje wyobrażenia, co do tej powieści nieco mijają się z prawdą, lecz zaskoczenie było jak najbardziej pozytywne. Z drugiej jednak strony ta historia zupełnie mnie nie zaskoczyła, a wszystko za sprawą „Przemiany” Jodie Picoult. Tak, teraz mogę przyznać, że osoby, które porównywały te dwie książki miały rację, ponieważ są one wręcz łudząco podobne. „Zielona mila” również opowiada historię mężczyzny skazanego na śmierć, który okazuje się być kimś więcej niż tylko brutalnym mordercą. Tak, jak w przypadku „Przemiany” tutaj także zachwycił mnie wątek więzienny i opowieść o życiu za murami zakładu karnego. Zakochałam się w przedstawionej tu magii , a właściwie cudach, które tak niesamowicie rozbudziły moją wyobraźnię. Szczególne wrażenie wywarła na mnie postać Pana Dzwoneczka, która dostarczył nie tylko rozrywki, ale też wielu wzruszeń w trakcie lektury. Chociaż znając „Przemianę” dość łatwo domyśliłam się, jaki los może spotkać bohaterów „Zielonej mili”, to i tak nie umniejszyło to wartości powieści Kinga. Utwierdziłam się w przekonaniu, że książki z wątkiem więziennym to coś, za czym powinnam się rozejrzeć w przyszłości.
W tej opowieści nie znalazłam klimatu grozy, z którego słynie Stephen King, ale może to i lepiej, bo teraz tym bardziej chcę przeczytać kolejne jego powieści. „Zielona mila” to wbrew pozorom piękna i przejmująca historia, z nutką magii i tajemniczości. Liczyłam na upiory, a dostałam zapłakanego olbrzyma i małą myszkę, którzy podbili moje serce. Nie sądziłam, że ta książka została napisana tak dawno, ale cieszę się, że w końcu poszłam po rozum do głowy i zdecydowałam się po nią sięgnąć. Jeśli jeszcze nie czytaliście, to jak najszybciej nadrabiajcie zaległości, bo „Zielona mila” to smutna, zachwycająca opowieść, którą jak najbardziej warto znać!
„Czas leczy wszystkie rany, czy tego chcemy, czy nie.
Czas oddala od nas to wszystko, a na samym końcu czeka nas wyłącznie mrok.
Czasami odnajdujemy w nim innych, a czasami znów ich tam gubimy.”

Ocena Pauliny: 9/10

Paulina

2 komentarze:

  1. Gratuluję Twojego pierwszego Kinga :) Właściwie znam tylko jedną osobę, której "Zielona mila" się nie podobała i to tylko dlatego, że "film był lepszy". To kawał świetnej literatury, jedna z powieści, których się nie zapomina :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedna z najpiękniejszych historii jakie znam. I właściwie jeden z niewielu filmów przy których płaczę. :)

    OdpowiedzUsuń